Pewnego słonecznego dnia, w Canterlocie, przed zamkiem, a dokładniej w labiryncie, spotkały się dwie dobrze wychowane damy na piknik. Umiejscowiły się przed posągiem discorda. Zachowywały się wobec siebie tak nienagannie, że posąg discorda pękł. Ten discord był dobry. Ale ponieważ posąg discorda pękł odrobinę, jego dusza poleciała do krainy w której mieszkają wszystkie dziwne wygnane zwierzęta, takie jak on sam. Poleciał do magicznego źródła. Ale... nie znalazł tam wody. A zwykła nie pomoże! Czym prędzej poleciał do twilghit (czyt.tłajlajt). Kiedy ją znalazł zaczął mówić. Niestety - nie słyszała go! Dawał jej znaki. Dopiero zrozumiała o co chodzi. Zaczęła się z nim porozumiewać przez magię. Wyjaśnił , że chce normalnie funkcjonować, tak jak inne zwierzęta. Nawet te wygnane. Że woda w źródełku w wyschła. Czym prędzej tam pognała. Kraina wygnanych zwierząt była niedaleko zaginionego miasta. Trzeba by było przez to miasto przejść. (twilghit była już alicornem) kiedy była tuż przed zaginionym miastem, spotkała dwa kucyki. Jeden rzekł do drugiego:
-Pewnie leci na jakąś randkę.
To było tuż przed miastem. Kiedy do niego wbiegła... nie uwierzycie co tam zobaczyła! Całe "zaginione miasto", było zaludnienia kucykami! I to jakimi! KAŻDY był tam alicornem!
-Ale... J-jak T-to?- zapytała się siebie zasmucona.
-Przecież są tylko cztery alicorny! Ja, celestia, luna i cadance! -dodała
-tak... nie powinno tak być. Połącz fakty... wszystkiego się dowiesz...-powiedział jakiś nieznany kucyk po czym rozpłynął się w powietrzu.
Część dalsza tego opowiadania zaniedługo!
Focia z neta:
Dziękuję za przeczytanie tego postu!
~Lady#Brownie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz